|
Czy to już koniec?
Krótka, ale rześka noc pozwoliła choć w części zregenerować nasze nadwątlone siły. Dzień rozpoczął się jak zwykle poranną toaletą i krzątaniną przy pakowaniu. O godz. 7.00 zebraliśmy się na naszej ostatniej (to słówko często będzie się przewijało w tej relacji) wspólnej pielgrzymkowej Eucharystii. Przypadające dziś wspomnienie Najświętszej Maryi Panny z Góry Karmel jakby klamrą spinało ten wyjątkowy tydzień. Wsłuchiwaliśmy się w Słowo Boże i homilię ks. Roberta. Chyba nie tylko mi było smutno, że ta piękna wspólna przygoda dobiega już końca. Pokrzepieni duchowo, zapakowaliśmy bagaże (kleryk Mateusz ochoczo zniósł do samochodu wszystkie ciężkie torby pań - dzięki!!!) i udaliśmy się nakarmić również nasze ciała. Kiedy ze stołów "wszyściusieńko" zniknęło był to znak, że czas ruszać na ostatni szlak tej pielgrzymki. Dzisiejsza trasa miała być jedną z dłuższych. Pożegnaliśmy Bodzentyn i ruszyliśmy na naszych „dwukołowych rumakach”. Niestety podczas pierwszego odcinka Beata zaliczyła upadek. Wszyscy „najedliśmy się strachu” i odetchnęliśmy z ulgą dopiero widząc ją na postoju w niezłej formie. Następny odcinek spędziła w samochodzie, "na obserwacji", pod czujnym okiem medyka Wojtka. Obrażenia nie były groźne (okazało się, że kask to nie tylko ozdoba, wątpliwa zresztą, ale naprawdę chroni nasze głowy w razie kraksy) i mogła bez przeszkód kontynuować jazdę na rowerze. Przy okazji podpatrzyła i opowiedziała nam jak zgrany team tworzą nasi "samochodowi" pielgrzymi. W każdym newralgicznym punkcie naszej trasy, np. kiedy włączaliśmy się do ruchu z drogi podporządkowanej, wstrzymywali ruch. Dzięki temu wszystko przebiegało sprawnie, a my czuliśmy się bezpieczni. Pierwszy odpoczynek był po 25 km w Starachowicach - zostaliśmy niezwykle gościnnie przyjęci dobrym słowem, drożdżówkami i coca colą przez Księdza Proboszcza parafii pw. Matki Bożej Częstochowskiej. Następne przystanki-odpoczynki to Iłża (po kolejnych 20 km), Ciepielów (40 km), Łagów (20 km), na tym odcinku mieliśmy kolejny upadek, tym razem p. Kazimierza - skończyło się znowu tylko na podrapaniach. Na szczęście. Ks. Karol w roli reportera na wszystkich postojach tego dnia przeprowadzał mini-wywiady. Pomimo wiatru, dziś, dość mocno wiejącego w twarz, i zwyczajnej w tym roku wysokiej temperatury, bardzo szybko zbliżaliśmy do celu. Wspomagaliśmy się tradycyjnie płynami izotonicznymi, batonikami od naszych sponsorów (dziękujemy!!!) i oczywiście wodą. Wypiliśmy jej podczas całej pielgrzymki około 300 litrów (nie licząc tej, w którą zaopatrywaliśmy się indywidualnie). Coraz lepiej wychodziła nam już jazda "na kole", coraz rzadziej słychać było komendę "gęsiego”. Ale nieubłaganie zbliżaliśmy się do mety. Radość z powrotu do domów mieszała się z żalem, że kończy się już nasze wspólne pielgrzymowanie. Ostatni krótki postój wyznaczono w Górze Puławskiej (15 km) - witał nas mąż Uli - Emil, był transparent i przepyszne arbuzy. Przebraliśmy się w nasze zielone koszulki i ruszyliśmy na "najostatniejszy" odcinek dzisiejszego etapu i całej pielgrzymki. Około godz. 18.00 wszyscy dojechaliśmy szczęśliwie i równie szczęśliwi do kościoła pw. Św. Rodziny w Puławach. Witali nas nasi bliscy. Chyba niejednemu łza zakręciła się w oku. W ten sposób II Puławska Pielgrzymka Rowerowa Puławy - Jasna Góra - Puławy dobiegła końca. Jeszcze tylko ostatnie pamiątkowe zdjęcie. Na tym można by zakończyć relację, ale najważniejsze nie zostało jeszcze powiedziane. Zachęceni przez naszych (nie do przecenienia) Księży Organizatorów będziemy pisać nasze świadectwa. Zapraszamy do zaglądania na stronę internetową puławskich pielgrzymek. Wydarzenia ostatniego tygodnia będą w nas "żyły" jeszcze długo. Mamy nadzieję, przyniosą dobre owoce. Dziś mogę napisać, że jestem wdzięczna Panu Bogu za dar tej pielgrzymki, za ludzi dzięki którym doszła do skutku, za wszystkich jej uczestników. Pielgrzymka się zakończyła, ale wspólnota ludzi została. Mamy o kim pamiętać w modlitwie, być może będziemy się spotykać na wspólnych wypadach rowerowych i nie tylko. A pod koniec wakacji - planowana jest kolejna pielgrzymka, na którą serdecznie zapraszamy puławskich rowerzystów.
Katarzyna zdjęcia z szóstego dnia w galerii Kazanie ks. Roberta Karczmarka z Mszy Św. w Bodzentynie
|