|
Perła Roztocza – Krasnobród, to kolejne wyzwanie dla pielgrzymowiczów na dwóch kółkach. Trasa wiodła przez Leżajsk - Tarnogród - Józefów – Krasnobród – Zwierzyniec – Biłgoraj oraz Rudnik nad Sanem. W sumie do przejechania było ok. 170 km, w ciągu 2 dni ale w krótkim czasie, ponieważ część dnia spędziliśmy w pociągu. We wtorek 24 sierpnia br. o godz 7.00 zebraliśmy się na Mszy Świętej w kościele pw Św. Rodziny, na Niwie. Homilię wygłosił ks. proboszcz Henryk Olech, który na koniec pobłogosławił pielgrzymów i poświęcił rowery. Na krótkim spotkaniu organizacyjnym nastąpił podział pielgrzymów na 2 grupy (były 24 osoby, w tym 9 kobiet). Następnie szybko ruszyliśmy na rowerach na dworzec PKP, gdzie nasi fachowcy (mechanik Romek i kierowca busa Marian) sprawnie zapakowali pojazdy na przyczepkę, zaś pielgrzymi udali się na peron, aby wsiąść do pociągu zmierzającego w stronę malowniczych terenów Roztocza. Po blisko czterogodzinnej jeździe (bardzo męczącej i nużącej, bez ruchu – ale za to w świetnych humorach) wysiedliśmy w Leżajsku. Niestety nie wszyscy zdążyli wysiąść (o ty dolo nieszczęsna – nie otworzyły się drzwi wagonu!). Ania, Sławek i Rafał (w klapeczkach) wysiedli dopiero w Przeworsku, 30 km dalej. Na szczęście mieli ze sobą w wagonie rowery, dlatego, chociaż nadrobili drogi, zdążyli na czas dołączyć do reszty grupy. My zaś w pomniejszonym gronie udaliśmy się do Bazyliki Zwiastowania NMP oo. Bernardynów, stanowiącej Sanktuarium Matki Boskiej Pocieszenia. Tutaj mieliśmy okazję zobaczyć organy należące do najcenniejszych zabytków tego typu nie tylko w Polsce, lecz także w Europie. Pochodzą one z II połowy XVII w. i tworzą trzy samodzielne instrumenty, z których największy znajduje się w nawie głównej Bazyliki, a pozostałe dwa w nawach bocznych. Zespół piszczałek w nawie głównej osiąga 15 m wysokości i 7,5 m szerokości, co w połączeniu z instrumentami w nawach bocznych tworzy jeden zespół organowy, liczący łącznie 75 głosów. Obudowę organów stanowi bogata dekoracja ornamentalna z wystrojem rzeźbiarskim, przedstawiającym Herkulesa walczącego z Hydrą (naprawdę niesamowite wrażenie). Dźwięki wydobywane z organów w połączeniu z akustyką świątyni pozwalają na wyjątkowe efekty muzyczne, czego mieliśmy okazję wysłuchać i nagrodzić gromkimi brawami. Wielbicieli muzyki organowej zachęcam do odwiedzin Leżajska, gdyż co roku w lipcu i sierpniu w bazylice odbywa się Międzynarodowy Festiwal Muzyki Organowej i Kameralnej. Po wspaniałym koncercie organowym, już w pełnym składzie udaliśmy się w podróż do Tarnogrodu. Niestety, na tym odcinku doszło do kolizji, w której ucierpiała nasza Karolcia. Przy niespodziewanym, ostrym hamowaniu nieco się poturbowała, jednakże dzielnie dojechała do postoju, gdzie opatrzyli ją nasi ratownicy Ania i Piotrek. Ruszyliśmy w dalszą trasę do Józefowa, gdzie na dłuższym postoju „pod parasolem” delektowaliśmy się chlebkiem ze smalczykiem i przepysznymi ogóreczkami małosolnymi. Wszystko to przygotował nasz „nowy” pielgrzym Romek, który także był naszym mechanikiem. Posileni, z pełnymi brzuszkami, ruszyliśmy do celu naszej pielgrzymki – Krasnobrodu, duchowej stolicy południowo- wschodniej części kraju i dumy Zamojszczyzny. Około godz. 20.00 przy zachodzie słońca, dojechaliśmy do Sanktuarium, by złożyć pokłon Matce Bożej w cudownym obrazku, który koronowany był Koronami Papieskimi 4 lipca 1965r. Obrazek przedstawia Matkę Bożą adorującą leżącego na ziemi Pana Jezusa na tle ogrodu różanego. Po Apelu Jasnogórskim przy oświetleniu rowerowym, udaliśmy się na późną obiadokolację (bardzo pyszny rosołek i schaboszczak z dodatkami) oraz odpoczynek w Ośrodku wypoczynkowym „Hubal”. Drugi dzień naszej pielgrzymki rozpoczął się bardzo wcześnie, bo o godz. 6.30 obfitym, smacznym śniadaniem. Pogoda o poranku nie była zachęcająca do jazdy rowerem – niebo zasnute chmurami i padający deszcz, momentami dość obficie. Ale kiedy wyruszyliśmy na Mszę Św. do Krasnobrodzkiego Sanktuarium niebo zaczęło się przecierać, dając nadzieję na lepszą aurę. Msza Święta była o 8.30, uczestniczyliśmy w niej tylko my, „rowerowi pielgrzymi”. Potem był czas na zwiedzanie muzeum i ptaszarni. Spore wrażenie zrobiła na nas wystawy wypchanych zwierząt z terenu Roztoczańskiego Parku Narodowego oraz wieńców dożynkowych. O godz. 9.00 (bardzo punktualnie) wyruszyliśmy w drogę powrotną, odwiedzając Kapliczkę na wodzie. Tam mogliśmy pomodlić się indywidualnie w swoich intencjach, a także zabrać ze sobą wodę ze źródła bijącego w tym miejscu. Droga powrotna- to malownicze krajobrazy i pięknie zadbane wsie. Pierwszy postój przewidziany był w Zwierzyńcu, urokliwym miasteczku, gdzie znajduje się późnobarokowa kaplica fundacji Zamojskich pięknie usytuowana na wodzie. W Zwierzyńcu są także pyszne lody, o czym mogliśmy przekonać się sami, bo chyba większość z nas nie oparła się pokusie skosztowania ich. Kolejną odwiedzoną przez nas miejscowością był Biłgoraj – całkiem spore miasteczko. Tu na postoju (tym razem Ania, żona Romka) uraczyła nas własnoręcznie zrobionymi wafelkami (były naprawdę pyszne - Aniu, chcemy przepis!). Po chwili odpoczynku, napełnieniu bidonów i brzuchów, wyruszyliśmy w stronę Rudnika nad Sanem. Ten etap drogi chyba wielu pielgrzymom mocno dał się we znaki – wiał bardzo silny wiatr. I pomimo tego, że taka wietrzna pogoda była od samego Krasnobrodu, to wydawało się, że na tym odcinku wiatr wiał ze szczególnie dużą siłą. Z trudem, ale w dobrym tempie udało się dojechać na czas do Rudnika. Tu tylko wystarczyło …. wsiąść do pociągu. Wystarczyło - dla znacznej większości pątników, bo dla Romka i Mariana było poważne zadanie do wykonania. Myślę, że było ono także męczące. Ponownie prawie wszystkie jednoślady musieli zapakować do przyczepy, odpowiednio je zabezpieczyć tak, aby żaden rower nie został uszkodzony. Panowie spisali się na medal! Jazda pociągiem to już ostatni etap naszej wyprawy, mogliśmy odpocząć, nawet zdrzemnąć się, jeśli ktoś czuł taką potrzebę. My dziewczyny, czułyśmy silną potrzebę integracji i wspólnego śpiewu. Efektem tej integracji jest „radosna twórczość” w formie piosenki pt „Humoreska o pielgrzymce”, którą zaprezentowałyśmy na koniec, na pożegnanie. Wielu osobom łza zakręciła się w oku, że to ostatni wspólny wyjazd pielgrzymkowy. Na następny trzeba będzie czekać cały okrągły rok. Pocieszeniem jest to, że jeszcze przed nami wspólne ognisko. Myślę, że radość sprawi także film i zdjęcia, które przygotuje dla nas nasz fotograf, pan Krzysio. No i jeszcze przed nami „wyścig po kremówki” 9 października, na który bardzo serdecznie zapraszał ksiądz Karol (myślę, że się nie zawiedzie). Pozdrawiamy wszystkich pielgrzymowiczów bardzo serdecznie Beata i Ania |